31 stycznia 2013

Rozdział 04.

~*~*~ FILIP ~*~*~
 
Nie mając już nic do gadania wziąłem przykład z Daniela. Rzuciłem się na łóżko, aż sprężyny zatrzeszczały. Jak tak dalej pójdzie to je rozwalę. Może powinienem schudnąć? Nie, przecież 86kg na 1.89m wzrostu to… no dobra, od jutra się odchudzam.  Chętnie bym wziął gitarę i zaczął grać, ale jest za daleko. O wiele za daleko. No nic, przynajmniej sobie posłucham gry Daniela. A może też powinienem zacząć grać na perkusji? Wtedy też będę taki silny jak on! Nie, trzeba mieć duże poczucie rytmu, to nie dla mnie. Czasem mu tego zazdroszczę, tej beztroski. Niech się dzieje co chce, jego to i tak nie obchodzi. Ale jak mam się tak zachować skoro wszystko tak nagle się na mnie zwala? Jego dość dziwne zachowanie, potem ta laska i… że to niby moja wina, że coś mu odbiło. Jasne, wszystko do razu na mnie, tak jest najprościej! Dobra, koniec z myśleniem o tym! Czym by się tu zająć…. Ach, nie ma to jak kłaść laptopa pod poduszką. Przynajmniej nie muszę wstawać. Więc co się dzieje na świecie? W ogóle to miałem napisać do…
*Marcel przesyła wiadomość*
O wilku mowa. On i jego wyczucie czasu.
M: Masz na jutro jakieś plany? Oczywiście, że nie, bo jutro robię imprezę!
F: A muszę iść?
M: Bez dyskusji! Masz pojęcie kiedy ostatnio się widzieliśmy?! Nawet nie chcę słyszeć o odmowie!
F: Wiesz… jakoś nie mam nastroju.
M: No to akurat ci się poprawi! TEORETYCZNIE mają przyjść tylko znajomi z liceum, ale wiesz jak to się skończy. Pewnie się okaże, ze połowy ludzi nie będę znać. Widzę cię jutro u mnie o 22. A spróbuj nie przyjść!
*Marcel się wylogowuje*
Może i ma rację? Odrobina rozrywki chyba mi nie zaszkodzi. Biorąc pod uwagę dzisiejsze wydarzenia to… tak, to dobry pomysł. Tylko jest problem… w co mam się do cholery ubrać?
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
Najpierw słońce, potem deszcz. Tzn. najpierw deszcz, potem śnieg. Jest go… za dużo. Jest za jasno! Zasuwam zasłony, a w moim pokoju robi się… ciemno. No ale skoro mam ciemne ściany plus czarny sufit to czego mam się spodziewać? Przykrywam się znowu kołdrą, by po chwili ją zrzucić. Racja, dziś jest przecież weekend!  A weekend oznacza, że tata przyjechał. Cóż, tak to jest, gdy się pracuje w biznesie i przyjeżdża do domu tylko na weekend. Ciekawe czy już wie?
-No i jest mój syn pierworodny!
-Cześć, tato…
Więc chyba nie wie. Jeszcze. Nie jestem z natury leniwy, ale skoro te tosty leżą tak bez właściciela to.. no przecież nie mogą się zmarnować! Tylko gdzie… a, i wszystko jasne. Daniel właśnie wraca z kuchni z kolejnymi tostami, w tym jeden w zębach. To niesprawiedliwe! On je za troje, a wygląda jak modelka! Nie zaszkodzi mu jak się podzieli. Schyliłem się i ugryzłem mu pół tosta. Chyba każę mu robić śniadania do łóżka.
-Smaczny
Czy on się musi tak na mnie patrzeć? No chyba nie jest zły? Przecież to TYLKO pół tosta! Położył je na talerzu i narzekanie się zaczęło…
-Nie mogłeś sobie zrobić własnych?
-I tak na pewno nie zjesz wszystkich. Spełnisz dobry uczynek… i masz w żołądku jakąś czarną dziurę, czy co? Normalny człowiek tyle nie je.
-Ta, bo ty w moim wieku jadłeś mniej?
Puściłem tą uwagę mimo uszu i wziąłem jeszcze jednego tosta. 14cm różnicy czasem ma swoje zalety!
-Oddawaj!
-Jeden ci nie zrobi różnicy!
-Tato!
-Daniel, naprawdę nic ci się nie stanie jak się podzielisz.
Ha, punkt dla mnie! Porwałem jeszcze dwa i szybko się ulotniłem.
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
Jak ja go kiedyś… Tosty może i mają swoją cenę, ale żebym od razu musiał obiad gotować? Przecież wiadomo, że go spalę!
-Cebuli się nie myje.
Przysięgam, gdyby wzrok mógł zabijać, to on już dawno, by leżał martwy. Bo cebuli się nie myje!
-Zamiast narzekać, pomógłbyś mi.
-Zamiast zjadać mi tosty, mógłbyś sobie zrobić własne.
Błagam, niech ktoś go stad zabierze. Albo przynajmniej te noże, które tak zachęcająco wyglądają, by rzucić nimi w kogoś. Wziąłem młotek i tłukłem schabowe, tak jak jego bym zatłukł. Chyba zrozumiał aluzje, bo się wycofał, ale…
-Tylko przerzuć przy smażeniu!
Nosz… przez tą cholerę moje palce ucierpiały. Żądam odszkodowania!
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
No dobra, może i spaliłem kotlety. I przesoliłem ziemniaki. O surówce lepiej nie wspomnę. Ale nie musiał być aż taki chamski!
-Zawsze wiedziałem, że jesteś kulinarnym beztalenciem ale teraz przesadziłeś.
-Udam, że tego nie słyszałem. I wychodzę dziś wieczorem.
Czemu muszą się patrzeć na mnie w taki sposób? To wygląda tak jakbym nie miał życia towarzyskiego.
-Idziesz na jakąś imprezę?
-Nie, idę do warzywniaka po ogórki.
Daniel, błagam, nie patrz się tak na mnie.
-Może to nawet i lepiej. Ja i ojciec też dziś wychodzimy.
A to nowość.
-Dlaczego lepiej?
-Nieważne.
Oho, mama kieruje do mnie ostrzegawcze spojrzenie. Bo to oczywiście MOJA wina!
-A dokąd?
Rety, czy to nie jest oczywiste?
-A wszystko chciałbyś wiedzieć?
-A kiedy wrócicie?
-Jutro.
-Czyli… zostaję sam na całą noc?
-Dokładnie.
-Pff… czemu wszyscy gdzieś wychodzą tylko ja nie?
Twój problem, braciszku.
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
Reszta dnia minęła (w miarę) spokojnie. Aż w końcu nadszedł wieczór, a ja… nadal nie wiem w co się ubrać! Wywaliłem całą szafę i… nic! A to kobiety zwykle mają problem co włożyć. Hm… chyba muszę to zrobić inaczej. Zamykam oczy i losuję, losuję, losuję i wylosowuję… czarne, skórzane spodnie! Ok., to co by tu do nich włożyć? Wzrok sam mi pada na biała koszulę. Najzwyklejszą, białą koszulę. Dodać do tego czarne trampki… świetnie! Pomińmy fakt, że jest zima. Jeszcze paznokcie na czarno i obrysować oczy i będzie ze mnie istny demon seksu. Tylko jeszcze czegoś mi tu brakuje. Hm… wiem! Idę do pokoju Daniela i nie zważając na jego dziwne spojrzenie zaczynam wyciągać wszystko z jego szafy, by znaleźć pewien mały dodatek. Czarny krawat! Cudnie! Wracam do siebie, a ciuchy niech sam sobie powkłada. Idę do łazienki się ogarnąć, a w międzyczasie rodzice szykują się do wyjścia. No i zostaliśmy sami. Wyszedłem z niej po 15 minutach. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo według zegarka siedziałem tam… PONAD GODZINĘ?!  No to chyba jakiś żart. Przecież to niemożliwe, żebym siedział tam tak długo! Chociaż w sumie… nieważne! Przestało padać, więc mam nadzieję, że trampki mi nie przemokną. Mogę już wychodzić, tylko znajdę klucze. Ja ich nie zgubiłem, one tylko bawią się w chowanego.
-Nie musisz brać kluczy!
No ten tak samo! Czyta mi w myślach, czy co?
-Jasne, a potem nie będę mógł wejść do środka?
Naprawdę, jak dzieciak zaśnie to za cholerę go nie można obudzić.
-Tym się nie martw, coś myślę, że będę mieć nieprzespaną noc.
Spoglądam na niego pytająco, bo rzadko się zdarza, by nie mógł zasnąć. No, przynajmniej teraz. Bo jeszcze z jakieś 2 lata temu prawie co noc do mnie przychodził.
-Za dużo kawy.
A, i wszystko jasne.
-Geniusz.
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
Wreszcie na miejscu. Ludzi jest dość… sporo. To lepiej, więcej osób padnie na mój widok! Teraz tylko pytanie gdzie jest organizator?  Ach, tam jest! Kieruję się w jego stronę. Stoi odwrócony plecami, więc go pukam w ramię.
-Jestem, zadowolony?
-Wątpisz? Pozatym wiedziałem, ze przyjdziesz. No bo odmówiłbyś mi?
Zostawiam to bez komentarza i odchodzę. Czas się napić! W końcu co to za impreza bez alkoholu? Wziąłem piwo i zacząłem się przyglądać ludziom. Większości i tak nie znałem. Spojrzałem na lewo i… to był błąd. Jak za dotknięciem różdżki wspomnienia zaczęły powracać.

-Wyglądasz jakbyś się zgubił.
-…
-Jaką masz teraz lekcję?
-Fizykę. 205B.
-Chodź. Tak w ogóle to jestem Mateusz.
-Filip.

To chyba jakiś chory żart. Tyle się nie widzieliśmy i teraz tak nagle…? Potwierdzam moje poprzednie słowa. Wszyscy się na mnie uwzięli. Nie wiem co robię. Po prostu idę w jego stronę. A on mnie zauważa.

-Muszę przyznać, że… idzie ci coraz lepiej.
-A dostanę za to jakąś nagrodę?
-Nagrodę?
-Chyba zasłużyłem.
-W sumie… a co byś chciał dostać?
-Nie wiem, ty coś wymyśl.

Miałem wtedy wrażenie jakby jego oczy przewiercały mi duszę. Zupełnie jak teraz.
-Filip?
Już sam nie wiem co robię. Po prostu siadam obok niego. I wdycham ten znajomy zapach.
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
-I nie uwierzysz, ale… co? Mateusz? Czemu się tak na mnie patrzysz?
No dobra, może i jestem po paru piwach. No dobra, ledwo stoję na nogach, ale… dlatego odczuwam to wrażenie? Że zrobi to co 5 lat temu?

-Więc co z tą nagrodą?
-Będzie. Ale muszę ci coś powiedzieć. Coś ważnego, więc mi nie przerywaj, dobrze?
-No…. Dobrze.
-Zacząłem patrzeć na ciebie inaczej już wtedy, gdy cię spotkałem. Działasz na mnie tak jak nie powinieneś, a ja… nie potrafię już nic zrobić. Może i mnie znienawidzisz… może odepchniesz, krzykniesz, że już nie chcesz mnie więcej widzieć i wybiegniesz. Ale to mnie nie obchodzi, bo i tak to zrobię. Wybacz, mały ale podobasz mi się.

Jedno pociągnięcie. Tylko jedno pociągnięcie za krawat i nasze usta się znowu spotkały. Jezu, co ja wyprawiam? Może bym go odepchnął, gdybym był trzeźwy… albo i nie. Czuję się jakby serce zaraz mi miało wyskoczyć z piersi. Muzyka ucichła, a ludzie nic nie znaczą. Jakby nic się wtedy nie wydarzyło.
-Chodź.
Wystarczy tylko jedno słowo. Jedno słowo i jego ręce prowadzą mnie do sypialni. Kładzie mnie delikatnie na łóżku i całuje. Tak jakby to był nasz pierwszy raz. Tak jak wtedy, gdy był to nasz pierwszy raz.

-Kocham cię. Kocham to jak się śmiejesz. Kocham sposób w jaki się na mnie gniewasz. Kocham jak obserwujesz mnie tak, jakbyś już miał mnie nie zobaczyć. Kocham jak mnie całujesz i przytulasz.
-Mat…Ah!
-Rozluźnij się. Nie chcę, by cię zbytnio bolało, więc zrób to. Dobrze. A teraz mnie pocałuj i się zapomnij.

Jego ręce zwinnie odpinają guziki od koszuli. Już prawie zapomniałem jak to jest… gdy cię dotyka. Odnajduję stal jego oczu i czuję się jak wtedy. Jak 5 lat temu. Był dla mnie wszystkim. Do momentu, gdy on to zniszczył.

-Wybacz, ale to koniec.
-Ko… jak to… koniec?!
-Dla mnie ten związek już nie ma szans.
-Jest ktoś inny, prawda?
-…
-Tylko nie mów, że to Bartek.

Jego spojrzenie mówiło wtedy samo za siebie. Mówił, że mnie kocha. A zostawił dla mojego wroga.
-Przestań!

-To idę.
-Filip, ja…
-Nic nie mów. Po prostu mnie zostaw. Ale mam nadzieję, że przejrzysz na oczy jaki on jest.

Pytająco na mnie spoglądasz, a ja… a ja próbuję jak najszybciej dojść do ładu.
-Myślisz, że co? Że jak mnie pocałujesz to wszystko wróci do normy? Po tym jak rozkochałeś i porzuciłeś dla tego… tego…
-Bartka.
-No przecież mówię! W ogóle to zapomniałeś o nim?!
-Nie jesteśmy już razem.
-Oh, jak mi przykro… przejrzałeś wreszcie na oczy? Pokazał ci swój charakterek?
Każde moje słowo było przesycone nienawiścią do niego. Chciałem uciec od niego. Od jego wzroku, zapachu, dotyku…
-Powiedzmy… Czułem, że to nie to, zacząłem się z nim męczyć. I… zrozumiałem, że… kocham cię. Ty i on… to było zupełnie co innego.
-Przykro mi, ale przez ten czas też sobie kogoś znalazłem!
Tak jakby. I czemu on jest taki zdziwiony? Ja już naprawdę nie mogę mieć życia towarzyskiego?
-Aż tak cię to dziwi?
-N-Nie! Tylko… miałem nadzieje, że będziemy… no wiesz…
-W takim razie źle myślałeś. A teraz jeśli pozwolisz to wrócę do domu.
-O ile wrócisz.
-Co masz na myśli?
-Prędzej skończysz w jakimś rowie. Odprowadzę cię.
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
Tak oto stoję przed klatką. Ledwo się trzymałem na nogach, więc całym ciężarem opierałem się o jego ramię. Nagle czuję, że się odrywam od ziemi. I nie, nie dostałem skrzydełek, to tylko Mateusz mnie podniósł.
-Co robisz?
-Ledwo idziesz po prostej drodze. Myślisz, że pozwoliłbym ci iść po schodach?
Chyba ma rację. Wchodzimy (a raczej on wchodzi) na 1 piętro.
-To gdzie masz klucze?
-Nie mam.
-Jak to nie masz?!
-Zadzwoń. I tak nikogo nie obudzisz. I możesz mnie już postawić.
Delikatnie mnie stawia na ziemi i dzwoni do drzwi. W międzyczasie nie wiedząc co zrobić z rękoma, objąłem go w pasie. Drzwi się otwierają, a Daniel… a Daniel wygląda na zaskoczonego. Mierzy Mateusza od góry do dołu, a on sam wygląda jakby chciał stad uciec.
-No to… hm… to cześć.
Nie wiem czemu to zrobiłem, ale to było silniejsze ode mnie.  Jednym ruchem przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem tak jak nigdy tego nie robiłem. To było głupie z mojej strony, wiem, ale… nawet nie miałem zamiaru się od niego odrywać. I pewnie bym tak zrobił, gdyby nie czyjaś ręka, która pociągnęła mnie mocno w swoja stronę, a drzwi zatrzasnęła Mateuszowi przed nosem.

20 stycznia 2013

Rozdział 03.

~*~*~ DANIEL ~*~*~
 
Weszliśmy do kawiarni i zajęliśmy stolik przy oknie. Po złożeniu zamówienia zajęliśmy się rozmową. Karolina przez cały czas była uśmiechnięta. Gadaliśmy w sumie o wszystkim i o niczym. Zaniepokoiło mnie, że tak nagle na miejsce uśmiechu weszło zdeterminowanie. Widziałem, że coś ją trapi, więc postanowiłem zapytać. Położyłem moją dłoń na jej dłoni.
- Karolina, co się dzieje?
No to już jest naprawdę dziwne. Nie jest nieśmiałą dziewczyną, ale teraz zaczęła mi uciekać wzrokiem. Po chwili westchnęła, spojrzała mi w oczy i…
-Tak naprawdę to chciałam się z tobą spotkać, bo…podobasz mi się. I to bardzo.
-…
Spodziewałem się wszystkiego. Wszystkiego! Ale nie tego! I co ja mam teraz jej powiedzieć?! Nie chcę jej urazić. Nie zdążyłem się nad tym zastanowić, gdy padło drugie pytanie.
-Czy ja też ci się podobam?
-No, podobasz, ale…
Nagle ni stąd ni zowąd drzwi trzasnęły, a ja odruchowo podskoczyłem na krześle. Niestety kiedy się odwróciłem nikogo już tam nie było. W pobliżu stałą tylko kelnerka oblana kawą.
-Kto…
-Nie wiem, jakiś wariat. Kontynuujmy.
-No, ale…nie tak jakbyś chciała.
-To znaczy?
-Eh… mam już kogoś innego.
Cholera, zaraz mi się rozpłacze. Muszę coś szybko wymyślić.
-Ale to nie znaczy, że nie jesteś ładna!
-W czym ona jest lepsza ode mnie?
Ale się wkopałem. I jak jej tu wytłumaczyć, że to nie musi być koniecznie dziewczyna?
-No… ma trochę mniej tutaj.
Chaotycznie wskazałem miejsce, gdzie powinny pojawiać się piersi.
-Wolisz mniejsze?
Spytała ze łzami w oczach.
-Powiem to inaczej. Wolę bardziej… umięśnionych.
Zakrztusiła się swoją własną śliną. No zaraz mi tu zejdzie!
-Więc…
-Tak.
-Oh, ulżyło mi. Ale nie spodziewałam się tego…
Chyba się uspokoiła, ale nadal miała łzy w oczach.
-Ja też nie.
-Więc jak…
-To długa historia.
-Opowiadaj! Mamy dużo czasu.
-To… przyszło samo z siebie. Nawet ja tego nie rozumiem.
-Aaaaaha… To wiele wyjaśnia.
-Proszę. Nie drążmy dalej tego tematu.
Karolina w końcu sobie odpuściła, a resztę spotkania spędziliśmy w ciszy. Wróciłem do domu gdzieś około 18. Zdejmowałem właśnie buty, kiedy z salonu dobiegło mnie wołanie mamy.
-Daniel, pozwól na chwilkę!
Ciekawe czego chce. Cholera… no tak, pewnie chodzi jej o wczoraj. Wyjrzałem zza framugi i zauważyłem mamę siedzącą na fotelu, naprzeciwko sofy, na której siedział Filip.
-Taaak?
-Siadaj.
Ruchem głowy wskazała miejsce obok Filipa, nie chciałem jej się bardziej narażać, więc usiadłem na drugim końcu.
-Chciałam z wami porozmawiać o… no, o was.
Urwała na chwilę, jakby chciała sprawdzić, czy rozumiemy, albo chciała jakiejś reakcji z naszej strony. Ale to chyba nie ma znaczenia, bo i tak się jej nie doczekała.
-Eh… widzę, że nie jesteście za rozmowni.
-…
Złapała się za głowę i znowu westchnęła.
-Chłopcy, i co ja mam teraz z wami zrobić?
-…
-Nie mam pojęcia co w was wstąpiło. Po Filipie jeszcze mogłam się tego spodziewać, ale po tobie?
-A to niby dlaczego tylko po nim?
-Coś ty mu zrobił, to wszystko twoja wina! Mój syn nigdy by czegoś takiego nie zrobił!
-Twój syn?! To ja już nie jestem twoim synem, tak?
-Wiesz, że nie to miałam na myśli!
Nie, już dłużej nie wytrzymam tego cyrku. Wstałem i zamknąłem się w swoim pokoju.
-Daniel ,wracaj tu! Natychmiast!
Robiąc jej na złość, chwyciłem za pałeczki i zacząłem walić w bębny. Dlaczego? Dlaczego?! Dlaczego, do cholery?! Czemu wszystko musi zwalać na Filipa?! To, że jestem młodszy znaczy, że nie mogę mieć własnych preferencji? To boli. Gdyby wczoraj mi tak nie odbiło, to wszystko byłoby w porządku. Nie byłoby tej "rozmowy", Filip nie byłby fochnięty na mnie, mój kubek, by nadal żył. W sumie to mu się nie dziwię. Najpierw go pieprzę, potem zamykam się, nie odzywam ani słowem, wyrzucam go za drzwi... i co go w ogóle wzięło na to podsłuchiwanie? Eh, tyle tematów do rozmyślań. Nawet nie wiem ile tak gram, ale ból w rękach zaczyna mi się dawać we znaki... I nie tylko w rękach.


13 stycznia 2013

Rozdział 02.

~*~*~ FILIP ~*~*~
 
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca wpadające przez okno. Ptaszki śpiewały, na niebie nie było ani jednej chmurki. A tak na serio to nieba w ogóle nie widać spod chmur, pada, a ptaki poleciały do ciepłych krajów. Żadnych promieni nie ma, wręcz przeciwnie. W moim pokoju jest jeszcze ciemniej niż zwykle. Cudem zwlokłem się z łóżka przypominając sobie cały wczorajszy wieczór. Aiś, jeżeli zaraz czegoś nie zjem, to żołądek zacznie mi się zjadać od środka. Wyszedłem ze swojej nory i skierowałem się w stronę kuchni. Przy oknie stałą mama i, sądząc po zapachu, piła kawę. Odwróciła się, a gdy mnie zobaczyła wyszła z kuchni i zamknęła się w swojej sypialni. Oparłem czoło o kafelki, odczekałem chwilę i wreszcie otworzyłem lodówkę, wyjmując z niej mleko. Kocham mleko <3 Wsypałem płatki do miski i je zalałem. Zjadłem, poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybki prysznic. Wytarłszy się i spojrzawszy w lustro stwierdziłem, że nie wyglądam aż tak źle. Zacząłem się ubierać. Założyłem czarne rurki i białą, luźną koszulkę. Chciałem zadzwonić do Marcela, ale telefon był nadal u Daniela. Chcąc go odzyskać udałem się do jego pokoju. Usłyszałem, że rozmawia z kimś przez telefon, a ciekawość zawsze u mnie zwyciężała, więc zacząłem podsłuchiwać.
-No dobra, to o której chcesz się spotkać?... Dobra, to o 12, tak? To do zobaczenia!
Mówiąc to wydawał się być zadowolony. Miałem ucho dokładnie przy drzwiach, które nagle zniknęły, a ja straciłem równowagę.
-Potrzebujesz czegoś, czy podsłuchujesz?
Podczas rozmowy, prawdopodobnie zastanawiał się w co się ubrać, bo naszykował ubrania na łóżku.
-Przyszedłem po telefon. Czy ja ci wyglądam na osobę, która podsłuchuje?
-Nie, oczywiście, że nie. Przecież każda osoba stoi pod drzwiami i przytyka do nich ucho.
-No a nie?
-No właśnie nie! Bierz go i wypad!
-Co cię ugryzło?
-Nic, po prostu wyjdź już.
Podszedłem do parapetu, wziąłem telefon i skierowałem się do swojego pokoju. Spojrzałem na wyświetlacz. 11.34., a mają się spotkać za 26 minut. Nic się nie stanie, jak pójdę ich szpiegować? Nie, chyba nie. Hm…  Ciekawe czy w szafie jest jeszcze ta pelerynka z balu przebierańców?  Wywaliłem pół szafy, by ją znaleźć, ale opłaciło się. Znalazłem również cylinder, który też może się przydać. Teraz tylko czarny płaszcz i okularki. Wyjrzałem przez okno i magiczną siłą przestało padać. Zza drzwi było słychać, jak Daniel szykuje się do wyjścia. Hy, hy, hy  teraz trzeba tylko chwilkę poczekać. Drzwi się za nim zamknęły, a ja zacząłem wkładać buty. Wyjrzałem przez drzwi i upewniłem się, że jest już daleko.  Moje przebranie włożyłem do torby, by jakiś sąsiad mnie tak nie zobaczył.  Jaki byłby to wstyd! Nie mógłbym się już rodzicom więcej pokazać na oczy! Wydziedziczyli by mnie! Wyszedłem z klatki, spojrzałem, w którą stronę się udał, schowałem się za blokiem i przebrałem w moje super ciuszki. Nie zważając na przechodniów kroczyłem za nim jak ninja. Oh, jaki to ja jestem zabójczy.  Daniel kierował się w stronę galerii, a ja z moją powiewającą peleryną udałem się za nim. Przy okazji wszedłem do sklepu z duperelami i kupiłem sztuczne wąsy. Teraz to dopiero jestem sexy! Nieważne…  Kiedy ponownie spojrzałem w jego stronę, koło niego stała jakaś cycata laska. Normalnie taaaakie miała balony. Prawdopodobnie rozmiar E. Weszli do kawiarni, a ja za nimi. Usiadłem w jakimś dogodnym miejscu, by podsłuchiwać. Zamówili po kawałku sernika i….
-Co sobie pan życzy?
-He?
Zapytałem mało inteligentnie i dopiero wtedy zwróciłem uwagę na kelnerkę, która się do mnie szczerzyła.
-Pytałam czego sobie pan życzy?
-A, to poproszę kawę.
-Duża, mała?
-Eee…. Dużą poproszę.
-Z mlekiem, bez?
-Beeeez.
-Z cukrem?
-Nie, kurwa, z solą.
Ta kelnerka powoli zaczynała mnie irytować. Nie usłyszała chyba mojej zgryźliwej uwagi i powtórzyła pytanie.
-Tak.
-Może jakieś ciastko do tego?
-Nie, dziękuję.
-Na pewno? Dzisiaj mamy przepyszny sernik.
Trzymajcie mnie, bo zaraz jej przywalę.
-Nie, dziękuję…
-Ale dzisiaj mamy specjalną promocję! Dwa w cenie jednego!
-Nie chcę i niech mnie pani zostawi w spokoju!!!
Nie odezwała się już do mnie i odeszła urażona. Eh, co za baba… Czas wrócić do wcześniej przerwanego zajęcia. Z miejsca, w którym siedziałem nie było ich tak dobrze słychać, ale nie chcąc się zdradzać zostałem tam. 
-Tak naprawdę to chciałam się z tobą spotkać, bo… podobasz mi się. I to bardzo.
-…
Nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło.  To znaczy, widziałem po jej zachowaniu, że Daniel jej się podoba, ale… no, wygląda na taką trochę pustą, nie sądziłem, że mu to wyzna. Brak reakcji ze strony Daniela… to dobrze, czy źle? Zastanawia się co powiedzieć, by jej nie urazić, czy jest… zawstydzony?
-Czy ja też ci się podobam?
-No, podobasz, ale…
Nie słuchałem już dalej, nie chciałem wiedzieć  co jej dalej powie. Wstałem, przy okazji oblewając tą irytującą kelnerkę moją kawą, którą niosła. Nie przejmowałem się jej ględzeniem, tylko wyszedłem w pośpiechu, trzaskając drzwiami. W drodze do domu zaczęło znowu padać. Niebo zaczęło płakać razem ze mną. Płakać? No tak, co ja sobie myślałem? Przecież jesteśmy braćmi, w dodatku on jest hetero. Nie wiem co mu wczoraj odbiło, pewnie był pijany. Nie, przecież bym poczuł alkohol. No to na pewno był naćpany. W każdym bądź razie, normalnie by czegoś takiego nie zrobił. Droga przeminęła mi na rozmyślaniach i nawet nie zorientowałem się, kiedy wróciłem do domu. Zdjąłem moje super ciuszki, które teraz już mnie tak nie bawiły i rzuciłem się na łóżko. Może to nie był dobry pomysł ze szpiegowaniem go, chociaż… teraz już wiem na czym stoję. 

09 stycznia 2013

Rozdział 01.

~*~*~ DANIEL ~*~*~
 
Każdy człowiek wyładowuje się w inny sposób. Niektórzy krzyczą, inni męczą antystresa… a ja walę w bębny. Dziś oprócz tych 2 godzin u Marcela czeka mnie chyba dodatkowe walenie w domu. Bardzo proszę – bez podtekstów. Powód mam dość nietypowy – pan wszechwiedzący, idealny, łagodny jak baranek, uprzejmy Filip przyjeżdża do rodzinnego miasta. Niby nic w tym dziwnego, w końcu to mój brat, ale… zawsze jest jakieś „ale”. Zaczęło się to… chyba pod koniec grudnia. Miałem taki tam sen dla dorosłych. Z nim w roli głównej. Chyba nie muszę tłumaczyć co rano zastałem. Od tego czasu zacząłem mu się baczniej przyglądać. Gdy grał na gitarze miałem ochotę się z nią zamienić, gdy mówił chciałem dotknąć jego ust swoimi, gdy roztrzepywał włosy marzyłem, by zatopić w nich ręce, przy przeciąganiu się chciałem całować jego szyję. Przed sylwestrem spaliśmy w jednym łóżku. I to był koszmar. Czułem jak policzki mi płoną, serce miało ochotę mi wyskoczyć z piersi… przytulał mnie, a ja z jednej strony chciałem zostać w tych ramionach, a z drugiej… być jak najdalej od niego. Kocham go. I już nie jak brata. To coś poważniejszego. Niektóre rzeczy przychodzą do głowy w mało odpowiednich momentach. Nie, wcale nie walnąłem w słup, gdy przypomniał mi się nasz pocałunek w walentynki. Przynajmniej autobus już przyjechał. Według tego co słyszałem rano to rodzice powinni wrócić za jakieś 2 godziny. To chyba żart! Mam z nim zostać 2 godziny sam na sam? … Dlaczego ja panikuję? Przecież się nie rzucę na niego… chyba. Ok. teraz weź Danielu głęboki oddech, idź do domu i… cholera, muszę zapalić! Mój sposób na stres nr 2. Moje kochanie nie lubi fajek, więc rundka dookoła bloku. Tam tak naprawdę nie pisze „moje kochanie”, po prostu macie problem z oczami. Dobra, weź się w garść i otwórz te cholerne… Świat się kończy. Czy ja słyszę, że moje kochanie ogląda nieprzyzwoite rzeczy? Te drzwi są uchylone, więc nic złego się nie stanie jak zajrzę. Czy to będzie wredne jak teraz go zawołam? Ha! Najwredniejsze pomysły rodzą się w kuchni. No ale co w tym dziwnego, że nalałem herbatę do kubka. Woda jest gorąca. Co tam, że dostanę po głowie!
-Filip!
Ha, zastopował, idzie tu.
-Jeżeli masz jakąś durną sprawę to jesteś martwy.
Co za… cham. Żeby tak do brata?!
-No wiesz co? Tyle czasu cię nie widziałem, a ty… zraniłeś moje serce!
-Pomińmy fakt, że nie widziałeś mnie tylko miesiąc. A o czy byś tak bardzo chciał pogadać?
Amator, myśli, że za duża koszulka to ukryje?
-No wiesz… miałem nadzieję, że ty coś wymyślisz.
Kocham go irytować. Tak fajnie mruży wtedy oczy.
-Nie żyjesz. I odstaw ten kubek zanim wszystko rozlejesz.
Oj, nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem się nim bawić. Ale to tak odruchowo. Żeby postawić kubek na parapecie muszę się wychylić nad chamem. Idealny moment, by „przypadkowo” wylać herbatę
-Wybacz.
Uroczy uśmiech nr 4. Już widzę te kurwiki w jego oczach.
-Twój żywot z każdą minutą się skraca. Chcesz to jeszcze pogorszyć?
-No przepraszam. Jak chcesz to mogę ci pomóc to wyczyścić.
Uroczy uśmiech nr 1. Nigdy nie należałem do nieśmiałych osób. Dlatego nie będę żałować tego, co zaraz zrobię. Jak coś to jestem pijany.
-Wiesz chyba jednak sobie sam poradzę.
-Nie poradzisz.
I tutaj, teraz, klęcząc między jego nogami polizałem jego wybrzuszenie. Zlizywanie herbaty z krocza Filipa – to jest jeszcze lepsze niż walenie. Nie tylko w talerze. Czas kontynuować droczenie się. No po prostu nie mogę. Jak nie szparki ze złości to bardzo szeroko otwarte ze zdziwienia. Aż się musiałem zaśmiać. Oh no proszę, moje kochanie się zawstydziło. Ale… żeby od razu patrzeć się na mnie jak na jakieś UFO?! Dobrze jest, próbuje coś powiedzieć. Trochę to trwało, ale…
-Czy ciebie pojebało?
Co tak słabiutko, nie lepiej krzyknąć? Grzywka mi opadła na oko, ale po cholerę ją odgarniać?
-Nie.
No nie wierzę. Zrobił się jeszcze bardziej czerwony. Mówiłem, że go kocham. On mnie naprawdę dobija. Myśli, że jak mnie delikatnie odepchnie to dam sobie spokój? Jasssne.
-Daniel, ja… nie wiem co ci odbiło, ale przestań. Tak nie można.
-Czyżby? Ja widzę, że raczej ci się podoba, więc po co przerywać?
I bezceremonialnie przejechałem językiem jeszcze raz po jego spodniach i zacząłem je leciutko podgryzać. Lubię słuchać jak ludzie jęczą przeze mnie. A w jego przypadku to muzyka dla moich uszu.
-Więc…? Znów powiesz, że tak nie można?
-To jest… chore, wiesz o tym? To, że mi się podoba nie zmienia faktu, że nie powinniśmy!
-Zwykle nie narzekałeś na dwóch facetów w jednym łóżku.
Uroczy uśmiech nr 2. Szparki znów się pojawiły, uwaga!
-Dwóch facetów mi nie  przeszkadza. Ale obcy faceci, a bracia to dwie zupełnie inne sytuacje!
-Mi tam nie robi różnicy.
To było wredne. I co? Przynajmniej czuję smak jego warg. One naprawdę są takie miękkie, czy tylko mi się tak wydaje? Mateusz musiał być naprawdę idiotą, że go zostawił. Są miękkie, pełne… cudo. A on nadal próbuje mnie odepchnąć. Ciekawe czy mu się uda. I tak ja jestem silniejszy. Powoli przestaje się opierać i… Chyba zacznę wierzyć w Boga! Moje kochanie to odwzajemnia! Był kiedyś taki film. Książka w sumie też, 3 metry nad niebem? Coś w tym stylu. W każdym razie właśnie tak się czuję. Jego ręce mi zawędrowały pod koszulkę. Były zimne. A ja rozgrzany. Właśnie poznałem znaczenie ”dreszczu podniecenia”. Zaczyna ją podwijać do góry.
-Jesteś pijany, prawda? Normalnie byś czegoś takiego nie zrobił.
-A nawet jeśli? Przeszkadza ci to?
Koszulka się przywitała z podłogą, a ja znowu się zatopiłem w tych cudownych ustach. Serce bije mi jak szalone, a jego ręce zaczęły wędrówkę po mojej klacie. Ściągnąłem mu koszulkę, a on zatapia swoje orzechowe spojrzenie w moich oczach. Ręką zacząłem ugniatać jego krocze.
-Pomóc ci się rozładować?
Uroczy uśmiech nr 5. Powrót do poprzedniej pozycji. Rozpiąłem rozporek, a jego władczy bizon ujrzał światło dzienne. Jeszcze raz spojrzałem mu w oczy i przejechałem perwersyjnie językiem po wargach.
-Ale ty głupi jesteś.
-Mam przestać?
-Nie, kontynu- Ah!
On jest mój. Mój. Mój Filip. Tylko mój. Uwielbiam jak się zawstydza. Przejechałem mu językiem po całej długości, a on jest bardziej czerwony od biurkowej ściany*. Pocałowałem go w sam dzióbek i zniżyłem się do jąder. Brałem je do ust, lizałem, ssałem. Złapał moją głowę i pokierował w stronę swojej sterczącej batuty. Próbowałem włożyć go całego do buzi, a Filipkowi coraz bardziej się podobało. Im dłużej zajmowałem się jego nieupadłym rycerzem, tym bardziej Filipek się zatracał. Zaczął szybciej ruszać biodrami. Kochanie już zaraz miało dochodzić, gdy… Wypierdolę ten telefon przez okno! Może i mu wibruje w kieszeni, no, ale… Cholera, oprzytomniał. On myśli, że pozwolę mu go odebrać?
-Olej go.
-A jak to coś ważnego?
-Ja pierdolę…
Uwielbiam uczyć telefony latać. No, a teraz czas się zająć… pewną tylną częścią ciała. Podniosłem się, a jego przewróciłem na plecy. Uwiesiłem się nad nim, a on… cholera, kocham go! On dobrowolnie mnie przyciągnął i pocałował. Czułem się jak w niebie. Ale aniołkiem nigdy nie byłem, więc pobawię się w wampira. Schyliłem głowę, by móc zacząć całować jego szyję. Jego mieszanka zapachowa doprowadza mnie do szału. Połączenie wiśni, mięty i piżma jest taaakie seksowne. Zacząłem tą skórę gryźć. Uśmiechnąłem się, gdy poczułem rękę tam, gdzie nie powinienem. To było silniejsze ode mnie – musiałem jęknąć, gdy palce wsunęły mu się pod materiał i zaczęły uciskać moją sterczącą pałę. Nie jestem chamski, nie chcę, by moje kochanie coś (bardzo) bolało. Pochyliłem głowę, tak, by mieć usta przy jego uchu i szepnąłem jak najseksowniejszym głosem.
-Unieś biodra.
Poczułem jak przez jego ciało przechodzi dreszcz. Ale był grzeczny, uniósł je, a ja wreszcie pozbyłem się tej kłopotliwej rzeczy zwanej spodniami. Próbując go przygotować wsunąłem palce w jego spragnioną dziurkę. Kochanie zaczęło kontynuować wcześniej przerwana czynność. Miałem wsunięty jeden palec.
-Możesz dalej.
Proszę bardzo, wsuwam drugi, potem trzeci. Kochanie mi znowu jęczy, a mi coraz bardziej staje. Spojrzałem mu w oczy… a w nich było same pożądanie.
-Od przodu, czy od tyłu?
-Od przodu.
On jest taaaki uroczy! Aż musiałem go pocałować. Prosto w usta. Posadziłem go wygodnie i po chwili w niego wszedłem. Może i mu ją rozpychałem, ale i tak jest ciasno. Słyszałem kiedyś, że seks z facetem jest jak z kobietą, tylko lepszy. I muszę temu komuś przyznać rację. Wszedłem do końca, ale kochanie się skrzywiło, więc poczekałem. Po chwili zacząłem się powoli poruszać. Kocham sprawiać ludziom przyjemność. A Filip próbuje się powstrzymać od jęknięcia. Jeszcze jedno pchnięcie i zaprzepaściłem mu plany. Zaczynam pchać coraz szybciej i mocniej.
-Daniel, nie!
-Co nie?
-Wolniej, już nie mogę…
-Od kiedy jesteś taki delikatny?
Mimo jego protestów przyspieszyłem, a jego jęki stały się jeszcze bardziej donośniejsze, aż w końcu doszedł. Zgarnąłem odrobinę spermy na palec, a on to grzecznie zlizał. Jeszcze chwila i sam dojdę. Jeszcze 3 pchnięcia i wytrysnąłem życiodajnym płynem. Świat zawirował mi przed oczami. Gdy doszedłem do siebie spojrzałem w lewo, a tam… cholera! W drzwiach stoi mama. Patrzyła i nie mogła wydobyć słowa, a my zamarliśmy.
-Nie wierzę…
Oh, chyba ją to trochę zaskoczyło. Przynajmniej znowu jesteśmy sami. Kurwa… znowu te kurwiki. Jak Filip jest zły, to lepiej uciekać, a jak wściekły…
-Daniel…
Zacisnąłem oczy i zakryłem się rękoma.
-Tylko nie bij!
-Zapomnij.
Zapiąłem ekspres i zacząłem uciekać. Ale dokąd?! Kuchnia? Brak drzwi. Balkon? Za zimno. Salon? I tak wejdzie! Jego pokój! Dzięki człowiekowi, który wymyślił zamek. Szlag by to! Czemu ta zasuwka nie chce wejść?! O-ho… już włożył bokserki i szarpiemy się o drzwi. Moje życie było piękne. Żegnaj, świecie!
-Kochanie, może odstawisz ten kubek i porozmawiamy? Tak na spokojnie.
Uroczy uśmiech nr 6.
-Nie! Ma! Mowy! To wszystko twoja wina!
NIE! Już wolałbym się nie schylać. Ten… ten… ten potwór rozbił mój ulubiony kubek! W życiu się do niego nie odezwę. Łaski bez! Z podniesioną głową wróciłem do pokoju wyrzuciłem jego koszulkę za drzwi i się zamknąłem A Filip może mnie pocałować w dupę, phi!
 
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
 
*każda ściana w jego pokoju ma inny kolor, a ta gdzie stoi biurko jest szkarłatna.

Wprowadzenie.

Ten blog powstał z myślą o Basi. Kartki, na których to piszemy ciągle się gubią, wiec założyłyśmy bloga, by mieć wszystko pod ręką. Notki będą się pojawiać nieregularnie (zależy, kiedy będziemy mieć fazę).
Będzie tu zawarta historia dwóch braci.

Imię: Daniel.
Nazwisko: Wawrzyniak.
Data urodzenia: 21.03.1995.
Orientacja: hetero (na początku).
Charakter: wybuchowy, energiczny, szalony, wredny.
Włosy: czarne, proste.
Kolor oczu: ciemnobrązowy.
Wzrost: 175 cm.
Styl ubierania: koszule, t-shirty, jeansy, trampki, glany.
Ciekawostki: kolczyk w dolnej wardze, po prawej stronie, gra na perkusji.

Imię: Filip.
Nazwisko: Wawrzyniak.
Data urodzenia: 11.10.1992.
Orientacja: bi.
Charakter: spokojny, miły, najpierw myśli, potem robi, gdy się go wkurzy jest jak diabeł.
Włosy: brązowe, lekko kręcone.
Kolor oczu: piwne.
Wzrost: 189 cm.
Styl ubierania: rurki, luźne koszulki, trampki.
Ciekawostki: leworęczny, student ASP, gra na gitarze.